Chmurowe, brzegowe czy lokalne? Oto jest pytanie. Ma się rozumieć przetwarzanie. Uznaliśmy, że czas rozstrzygnąć ten dylemat. W czwartek 4 marca o 20.00 w Kawiarence Robotycznej przetwarzania lokalnego bronił dr hab. inż. Mikołaj Leszczuk, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej, zaś chmurę zachwalał dr hab. inż. Krzysztof Kurowski, zastępca dyrektora Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego (PCSS). Co wygrało pojedynek? 

Sławomir Kosieliński

Punktem wyjścia do naszej dyskusji stał się problem, przed którym postawiliśmy uczestników konkursu technologicznego Droniada. Otóż, w konkurencjach “Trzy kolory” i “Drzewo życia” punktujemy faktyczne wykorzystanie chmury. Tyle że nie mamy pewności, czy nawet najszybsza przepustowość łącza internetowego na lotnisku Kąkolewo k. Grodziska Wielkopolskiego sprosta wymogom uczenia maszynowego.

W założeniach zespoły mają wytrenować sieć neuronową na węzłach obliczeniowych o parametrach 2x Intel Xeon 6242 (24 cores in total), 384 GB of RAM, 8x NVIDIA V100 32 GB), by wykrywała patogeny chorób roślin w czasie rzeczywistym symbolizowane przez figury geometryczne w różnych kolorach. Notabene to środowisko superkomputera Altair (Eagle II), który znajduje się na 85. miejscu superkomputerów TOP500. Należy właśnie do PCSS.

Jeśli zespoły postawią wyłącznie na chmurę, może się okazać, że wąskim gardłem okażą się opóźnienia w transmisji danych. Wybiorą przetwarzanie lokalne – stracą dwa punkty. Dajemy im jeszcze możliwość przetwarzania brzegowego, ale o tym za chwilę.

Kurs na podział zadań

Dr hab. inż. Mikołaj Leszczuk, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej, zgodził się na początku dyskusji bronić jednak zalet przetwarzania lokalnego. To pełna kontrola na procesem analizy danych, zero problemów z transmisją danych i bezpieczeństwo. Lecz moce obliczeniowe komputerów pokładowych są 10 i więcej razy słabsze od udostępnianego przez PCSS środowiska chmurowego. Mogą nie sobie nie poradzić z wykrywaniem obszarów zajętych przez mączniaka prawdziwego czy też parcha jabłoni, a co dopiero zarządzić zrzutem środków ochrony roślin (zrzutem kulek paintballowych) w konkurencji Drzewo życia.

Nic dziwnego, że dr hab. inż. Krzysztof Kurowski, zastępca dyrektora Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego (PCSS), opowiedział się zdecydowanie za chmurą, traktując ewentualne kłopoty z transmisją danych jako do pokonania. Generalnie, jest taniej, łatwiej, elastyczniej, szybciej, niezawodniej i bezpieczniej.

Lecz w tym konkretnym przypadku naszych zawodów, lecz także w pracy łazików marsjańskich czy też satelitów obserwacyjnych Ziemi, lepiej zastosować przetwarzanie brzegowe. Ono jawi się nam jako rozwiązanie godzące zalety przetwarzania lokalnego i chmurowego.

“91% dzisiejszych danych jest tworzonych i przetwarzanych w scentralizowanych centrach danych. Do 2022 r. ok. 75% wszystkich danych będzie wymagało analizy i podjęcia działań lokalnie, czyli wykorzystując przetwarzanie brzegowe (edge computing)” – twierdzi firma badawcza Gartner.

Nasi dyskutanci potwierdzili, że z racji na postawione zadanie, rekomendują wykorzystać przetwarzanie brzegowe. Podziel je sensownie, zastanów się, co można zrobić bezpośrednio w chmurze, a co w dronie. Wówczas objawią się korzyści przetwarzania brzegowego: zmniejszenie obciążenia operacyjnego, bezpieczeństwo i ochrona prywatności, wreszcie szybkość.