Marek Górny
Marek Górny

Jak firma technologiczna mogłaby wspomagać proces planowania modernizacji rządowych systemów informacyjnych, to znaczy czego o integracji systemów może się nauczyć klient od dostawcy? 

Pomimo, że zawsze chcielibyśmy być najlepsi, to uczestnicząc w postępowaniach prowadzonych zgodnie z zasadami prawa zamówień publicznych zależy nam na transparentności wymogów. Jesteśmy partnerem firmy o globalnej ustalonej renomie oraz przewadze rynkowej i technologicznej nad wieloma konkurentami. Ale nawet w takiej sytuacji to niezbyt wygodne, kiedy ze szczegółowej specyfikacji technicznej wynikałoby niemal wprost, że „tylko Cisco”.

Jeżeli można by coś poprawić, to brakuje nam dialogu drugoplanowego, prowadzonego według zasady, my mamy produkt, a chcielibyśmy poznać i zrozumieć wasze potrzeby.

Mamy problem jako informatycy, że nie zawsze daje się nam okazję lub czas na poznanie praktycznych warunków pracy klienta i jego organizacji. Jesteśmy z reguły w stanie zrobić więcej, jeżeli udaje się naprowadzić nasze myślenie na właściwe tory.

Czy to wynika z tego, że wiedza na temat technologii jest po stronie przemysłu?

Po stronie dostawcy jest większa wiedza, to jest naturalne, prawidłowe i to już się nie zmieni. Uczymy się jednak z klientami też od siebie wzajemnie. Chcielibyśmy by nam pokazano więcej, czego potrzebuje zamawiający. On ma swoje nawyki, ustalone schematy działania. Korzysta też z wcześniej wdrożonych rozwiązań technicznych. Nasze systemy są z zasady bardzo elastyczne wobec dowolnych wymagań. Mamy pełną gamę rozwiązań. Czasem jest jednak tak, że pewne rzeczy nie dadzą się zrobić wprost, ale dają się zrobić w inny sposób. To dosyć typowe dla nowoczesnej techniki, że pozwala również modyfikować pewne procesy w sposobie działania klienta.

Samochody dowodzenia i łączności, które dostarczyliście Państwowej Straży Pożarnej, są przykładem takiej złożonej integracji istniejących systemów. Czy dokonując tej integracji myśleliście też o kolejnych krokach modernizacji systemów?

Dla nas było to bardzo inspirujące wyzwanie, bo tak rozbudowanych mobilnych stanowisk dowodzenia w polskich służbach ratowniczych dotąd nie było. Pewne rzeczy robiliśmy więc po raz pierwszy. Specyficzna złożoność wynika przecież na przykład również z tego, że nie zbudowano dotąd w Polsce jednolitego systemu łączności radiowej dla służb ratunkowych i porządku publicznego. Działamy więc lokalnie, integrując wiele różnych elementów łączności. Byliśmy jednak pozytywnie zaskoczeni inwencją zamawiającego, który już wskazał nam możliwość rozbudowy tego systemu o nowe wyniesione aplikacje. Chcemy teraz wspólnie nad tym pracować.

Uczestniczymy też w targach, prowadzimy szkolenia, szukając okazji do kontynuowania dialogu i poszerzania naszych doświadczeń na nowych rynkach. Staramy się też poszerzyć nasze kompetencje w obsłudze radiowej części systemów i aplikacji, które obsługują stanowiska dyspozytorskie.